Dziergonomia stosowana

Orenburskie marzenie oraz niespodziewany prezent

0002a

Powyższe zdjęcie zamieszczam, by sama siebie zmobilizować do urzeczywistnienia mojego tytułowego orenburskiego marzenia. Niewiele mi już brakuje do końca dziergania tego szala, o którym marzę odkąd orenburskie szale zobaczyłam po raz pierwszy. Było to nie bardzo dawno temu, pewnie jakieś dwa lata. Z kolei mniej więcej półtora roku temu Intensywnie Kreatywna zorganizowała głosowanie na szal do wspólnego dziergania. Nie pamiętam już, na którym miejscu uplasował się szal w stylu orenburskim, będący jedną z propozycji (na pewno nie na pierwszym, to pamiętam), dość, że zdobył wysokie uznanie w komentarzach. Nic dziwnego – to jest coś pięknego, ale trudnego, przynajmniej dla osób, które nigdy wcześniej takiego nie dziergały, toteż do razemrobienia pod okiem kogoś, kto się zna, nadaje się wyśmienicie. Ku mojej wielkiej radości, Intensywnie Kreatywna zdecydowała, że szal orenburski będzie razemrobiony. I to było w sierpniu roku 2015 (tutaj jest odnośnik do prologu do wspólnego dziergania orenburskiego szala z Intensywnie Kreatywną).

Od tego czasu, z większym lub mniejszym zapałem, z krótszymi lub dłuższymi przerwami na inne robótki, pracuję nad moim własnym szalem w orenburskim stylu. Parę miesięcy temu dotarłam do końca części środkowej i została mi już właściwie tylko górna plisa, jednak żeby ją wykonać, muszę obejrzeć film instruktażowy i do tego właśnie, z niejasnych dla mnie samej przyczyn, jakoś nie mogę się zebrać.

No i dzisiaj mój zapał się wzmógł, gdyż pod stosem papierów z wydrukowanymi schematami do aktualnych robótek znalazłam przecudny prezent od mego ukochanego Męża – druty i żyłkę nr 2, takie właśnie, na jakich powstaje mój orenburski, tyle, że ja się do tej pory męczyłam na skarpetkowych, ponieważ cieniutka Hapsaalu, z której powstaje orenburski niezbyt mi współpracowała z jedynymi dwójkami, jakie miałam na żyłce, czyli z bambusowymi, przy których na dodatek żyłka jest długa i mi się plątała, więc już wolałam dziergać na skarpetkowych, bo są metalowe, chociaż zahaczały mi się o robótkę, wyciągały z niej oczka, a nawet podejmowały próby ewakuacji. A tu proszę – taka niespodzianka! Nie muszę pisać, jak wielką radość wywołał u mnie ten zestaw (poza drutami i żyłką dostałam jeszcze „przejściówkę” do grubszych drutów). A z resztą… w podskokach przegalopowałam przez przedpokój i z piskiem oraz okrzykami radości rzuciłam się darczyńcy na szyję.

Koniecznie muszę się podzielić tą radością, więc oto poniżej uwieczniony jest niespodziewany prezent, który przysporzył mi tyle wesela. Zdjęcie robiłam przy sztucznym świetle, ale mniejsza o jakość. Najważniejsza jest treść.

0002b

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s