Dziergonomia stosowana

Czapka dla mężczyzny

0003c

Późną jesienią ubiegłego roku kalendarzowego przekonałam Męża mego, że potrzebna Mu jest kolejna czapka. Prawdę mówiąc, już kiedyś Mąż sam wspominał, że chętnie stałby się posiadaczem czapki z mini daszkiem i ja od tamtego czasu próbowałam wymyślić czapkę, która miałaby choć kawałek daszka, ale nie na szydełku, lecz na drutach. Tylko jak to zrobić, żeby daszek trzymał formę bez żadnej wkładki w postaci, dajmy na to, kawałka plastiku czy innego tworzywa nie będącego włóczką? Szydełkiem łatwiej ten efekt uzyskać, bo szydełkowa robótka własnym szydełkowym charakterem może się utrzymać, ale na drutach?

Kiedy jesienią zagadnęłam Męża o czapkę, mój Miły przedstawił mi swój projekt, już nie pamiętam czy słownie, czy w wersji graficznej. Projekt zakładał mini daszek, rzecz jasna, a ponadto nauszniki. Tylko nie takie wiązane pod szyją, ale zaledwie zakrywające uszy. Czego się nie robi – pomyślałam sobie – dla Męża, który zwykł u mnie różne produkty rękodzielnicze nie tylko zamawiać, ale też później nosić i na dodatek wychwalać przed znajomymi, którzy nawet nie muszą pytać: a skąd masz, bowiem Mąż mój sam ich informuje skąd ma. Co więcej, Mąż dostarcza mi nie tylko zadania do wykonania, za co jestem Mu wdzięczna niezmiernie, ale i narzędzia do pracy w najlepszym gatunku. Wszystkie druty do łączenia, jakie posiadam, mam właśnie od Niego, a wszystkie pozostałe tzw. firmowe, porządne – takoż samo.

Teraz mała dygresja: ostatnio czytamy sobie felietony przedwojenne Wiecha, czyli Stefana Wiecheckiego. Zaśmiewamy się do łez i nasiąkamy słownictwem i zwrotami, którymi Wiech raczy swoich czytelników. Nasiąkamy sobie i zaczynamy sami je emitować, że tak powiem. Dlatego w moich opowieściach mogą się tymczasowo pojawiać słowa rodem z zamierzchłych czasów. Może się okazać, że pozostaną niezauważalne w ogólnym odbiorze, szczególnie, że bez odpowiedniego kontekstu to nie to samo, na wszelki jednak wypadek o tym wspominam i ewentualne zaskoczenie uprzedzam.

Wracając do czapki, uzgodniliśmy, że będzie, znaczy się powstanie, toteż wybrałam się w wirtualną podróż w poszukiwaniu inspiracji, po cichu licząc na znalezienie gotowej instrukcji. Jak nietrudno się domyślić, instrukcji nie znalazłam. Mimo to, przyglądanie się różnym czapkom, niekoniecznie robionym ręcznie, pomogło mi zwizualizować efekt końcowy, a to na ogół bardzo ułatwia życie, bo przynajmniej wiadomo, do czego się zmierza. Po paru godzinach rozmyślań, jak zamierzony efekt uzyskać, zabrałam się do pracy, ale przyznaję, że trochę na żywioł, na bieżąco wymyślając poszczególne elementy czapki. Tak mi jest łatwiej, gdy nie projektuję wszystkiego z góry w teorii. Potrzebny jest mi konkret, który mogę formować, czyli robótka sama w sobie. Jeśli coś nie wychodzi, zawsze mogę spruć i spróbować inaczej.

Tym razem obeszło się bez wielkiego prucia, zgrzytania zębami i rzucania robótki w kąt – pomysły przychodziły jeden po drugim i w kilka godzin czapka była gotowa. Przyznam szczerze, że jestem z niej bardzo dumna. Uzyskałam ładny kształt góry, która bardzo korzystnie układa się na głowie, a podwójna warstwa w okolicy zatok jest dodatkowym ociepleniem na zimne dni. To właśnie ta podwójna warstwa sprawia, że mini daszek oraz nauszniki zachowują zamierzony kształt. Mąż jest zadowolony i chętnie nosi nową czapkę, a wygląda w niej znakomicie.

Z radości, że tak mi dobrze poszło, zrobiłam jeszcze dwie jako prezenty dla bliskich. To właśnie one są widoczne na zdjęciach. Wszystkie trzy czapki są zrobione z włóczki Czterdziestki (40% wełny i 60% akrylu) z Arelanu (czy jak się to odmienia, może ktoś wie?). Czterdziestka bardzo przypadła mi do gustu. Dobrze się z niej dzierga, chociaż czasem zdarza się wbić drut między niezbyt mocno skręcone nitki; ładnie układa się w gotowej robótce – może właśnie dzięki tym nitkom niezbyt mocno skręconym; w dotyku jest trochę budyniowata, co ja osobiście bardzo lubię. Ale, ale! Powyższe cechy dotyczą kolorów szarych, co do pozostałych nie wypowiadam się, bom jeszcze nie miała z nimi do czynienia, co zamierzam nadrobić przy najbliższej okazji. Skoro już mowa o właściwościach włóczki, czy Wy też macie takie spostrzeżenia na temat związku koloru ze strukturą? Że ta sama włóczka w jednym kolorze jest szorstka, a w innym może być gładka. Albo że, dajmy na to, szara ma włókna lepiej do siebie przylegające i mniej elastyczne, za to śliwkowa rozwarstwia się i rozciąga w gotowej robótce? Ciekawa jestem tego.

Tym pytaniem kończę na dzisiaj i wracam do chusty, która czeka na ukończenie i którą pewnie niebawem tutaj przedstawię.

Do zobaczenia, do napisania.

0003a

0003b

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s