Dziergonomia stosowana

Niby jest, ale nie ma

004

Chustę, o której wspominałam niedawno, skończyłam dziergać już ponad tydzień temu. Leżała jako ta szara mohairowa chmurka na wierzchu, specjalnie tak na wierzchu, bym o niej pamiętała, a com na nią spojrzała, przypominało mi się, że dobrzy by było ją wykończyć poprzez zablokowanie i tym samym kształtu nadanie. Były też do schowania dwie nitki – początkowa i końcowa – ale czymże są dwie nitki do schowania w porównaniu z przedsięwzięciem, jakim jest blokowanie na ograniczonej powierzchni dostępnej podłogi! I żeby to jeszcze chusta przypominała o sobie w odpowiednim momencie, to nie – zawsze wtedy, gdy akurat nie było czasu lub możliwości terytorialnych. Tako też chusta leżała sobie nieco smutna (jak słowo daję, w jej szarości widziałam jakieś takie przygnębienie tym brakiem wykończenia), aż nadarzyła się okoliczność sesji zdjęciowej w plenerze. Okoliczność była zaplanowana dzień wcześniej, a konkretnie na wczoraj, toteż późnym wieczorem dnia poprzedzającego przemeblowałam nieco pokoik, a mohairową szarość solidnie namoczyłam i rozpostarłam przy pomocy domowego zestawu do blokowania małej rękodzielniczki (co za słowo, więcej go nie użyję). Domowy zestaw to w przypadku chusty nic innego, jak karimata i ręczniki oraz szpilki. Chusta zablokowała się bardzo przyzwoicie i nabrała tak zwanego blasku (o ile mohair może lśnić; ale wyrób może). Wczoraj rano zapakowałam ją starannie i zabrałam z sobą w drogę.

W plenerze znalazłam się dopiero po kilku godzinach. I plener wciągnął mnie do tego stopnia, że o chuście i specjalnie dla niej tachanym aparacie fotograficznym przypomniałam sobie jakieś pół godziny po zachodzie słońca. I tym sposobem z sesji zdjęciowej nie wyszło nic, a chusta, wprawdzie zablokowana i gotowa całkowicie, leży i czeka na swoją kolejną szansę oraz moją przytomność umysłu.

W związku z powyższym, nie mam chusty do pokazania. Mam za to wspaniałą wiadomość, która być może jest wspaniała tylko dla mnie, ale jednak: skończyłam dzierganie orenburskiego szala. Jeszcze sobie leży i dojrzewa (do blokowania oczywiście – potrzebne kolejne przemeblowanie), ale skończyłam! Ponad półtora roku mi to zajęło, ale wreszcie jest.

Jedyna fotografia, jaką dzisiaj prezentuję, przedstawia moje początki z robieniem na drutach dookoła od środka. W rolach głównych cudna niebieska wełna (ale nie czysta, mieszanka jakaś) i uwielbiane przeze mnie druty bambusowe Addi nr 3. Z tego początku przed kilku laty powstała wielka ażurowa chusta, której kawałek widać w nagłówku bloga.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s