Dziergonomia stosowana

Hej siupaj dana, hej siupaj siup! Ach, co to będzie za piękny ciuch…

nagłówkowe

… jeśli go kiedy dokończę według koncepcji numer 1. A koncepcja numer 1 zrodziła się w głowie nie mojej, ale znanego projektanta mody o imieniu lub nazwisku Kenzo (wydaje mi się, że to imię, ale nazywać dom mody imieniem, jakich wiele? podejrzane). Ja natomiast, jak przystało na niegdysiejszą wielbicielkę  L’eau par Kenzo (już przez samo skojarzenie z tym zapachem słowo nazwa na K. wspaniale mi się widzi) oraz miłośniczkę przyrody (do tej przyrody to ja jeszcze wrócę), w płaszczyku zakochałam się od pierwszego wejrzenia, które to wejrzenie miało miejsce ze dwa lata temu i sprowokowane zostało przez Agnieszkę naszą Intensywnie Kreatywną, ale przy jakiej okazji to ja już nie pamiętam. Pamiętam dobrze, że to tutaj, na tej stronie będąc, zobaczyłam płaszczyk po raz pierwszy. Płaszczyk już wtedy był HISTORYCZNY, choć w rozumieniu dość przewortnym, albowiem ten projekt pojawił się w kolekcji japońskiego domu mody bodajże w roku 2006, a w modzie to już historia! Ale jaka to piękna historia. Oryginał można podziwiać pod tym odnośnikiem.

Kto spojrzy na to cudne dzieło, od razu zrozumie zarówno skojarzenie z umiłowaniem przyrody, jak i znaczenie tytułu tego elaboratu. Nie, nie zamierzałam kopiować projektu w każdym detalu, ale chciałam mieć te motylki i kwiatuszki. Haft, w którym miał dominować mój ulubiony niebieski kolor, chciałam WYMYŚLIĆ sobie sama. Na pewno nie miało go być tak dużo, jak w oryginale. Niemniej jednak, czas niedościgniony pokazał, kto tutaj wymyśla cokolwiek. Moje wymyślanie skończyło się na dobieraniu kolorów w częściach szydełkowych. Ale jeśli nawet ja nie mogę zabłysnąć na tym polu, nie mogę przestać się zachwycać, jak pięknie WYMYŚLIŁ swój płaszcz Kenzo.

Odnośnie tytułu – ja prawdopodobnie tego haftu nie odpuszczę, tylko to już będzie poza konkursem.

Z oryginału zachowany jest oczywiście JASNY kolor płaszczyka. Ach! To jest dopiero HISTORIA! Było to tak. Któregoś dnia koleżanka, która wie, że pasjami dziergam, a o której ja z kolei wiem, że przymierzała się do nauki robienia na drutach, wyznała, że jej czasu na to nie starcza (zarobiona jest i to wyjątkową działalnością, to prawda) i w zasadzie to ona by mi przyniosła włóczki, które u niej leżą. Ja na to jak na lato, rzecz JASNA. Tym sposobem stałam się właścicielką wielkiej siaty włóczek różnego rodzaju, z których część znalazła się właśnie w tym płaszczyku. Podstawowe dwa kolory, czyli ten od korpusu oraz ten od karczku i rękawów, pochodzą właśnie z tej siatki. A kolor… cóż to jest – zobaczcie sami:

zdjęcie 1

Żarty żartami, ale czas na dane techniczne.

Płaszczyk robiłam dwoma technikami, co widać gołym okiem: na drutach oraz na szydełku (miał być jeszcze haft przepiękny, że hej!). Część druciana powstała z wyżej okazanej włóczki o bliżej nieustalonym kolorze, a ściślej – z dwóch kolorów. Kilka motków było jednokolorowych jasnych (to taka śmietankowa biel moim zdaniem), kilka łączyło tę jasną nitkę z drugą – w kolorze coś od bordowego / ciemnoczerwonego. Jeśli spojrzycie na oryginał Kenzo, zobaczycie mnóstwo bąbelków, a pomiędzy nimi drobne kwiatuszki. Ja stanowczo nie chciałam bąbelków, ale nie chciałam też jednokolorowych bardzo jasnych rękawów, bo to jest część odzienia podlegająca paskudzeniu szybciej, niż inne. Kwiatuszków na rękawach też nie planowałam, ale jakieś coś trzeba było dodać, żeby urozmaicić i ta melanżowa włóczka bardzo mi spasowała do tego celu. Ponieważ sama w sobie jest raczej cienka, cały płaszczyk robiłam podwójną nicią i o ile w części jednokolorowej łączyłam dwie nitki jasne, o tyle przy rękawach pomieszałam jedno pasmo jasne z jednym melanżowym. Ta mieszanka bardzo dobrze spełniła swoje zadanie – kolor nie dominuje, ale właśnie – koloruje te części, które Kenzo obsypał drobnymi kwiatuszkami.

zdjęcie 2

Nie ma się co rozdrabniać nad częścią drucianą, która nie była skomplikowana. Chciałabym jednak zaznaczyć, że rozliczenie raglanu (bo to raglan jest) powierzyłam nieocenionej tabelce samoliczącej autorstwa Agnieszki.  Krzywizna plisy zapięcia – skopiowana od Kenzo – jest zrealizowana oczywiście za pomocą dodawania i odejmowania oczek przy końcu brzegu. A właśnie, cały płaszczyk jest dziergany ściegiem gładkim prawym (czy jak mu tam), ale ostatnie oczka przy brzegach to lewe i prawe, mające zmniejszyć prawdopodobieństwo wywijania się plisy (której de facto nie ma, ale nie wiedziałam jak to inaczej nazwać, żeby było wiadomo, o co chodzi). Trochę się ten brzeg mimo wszystko zwijał, ale obrobienie całości szydełkiem rozwiązało problem.

Część szydełkowa to najzwyklejsze w świecie półsłupki. Przy zmianie koloru w każdym rzędzie nie uniknęłam plątaniny włóczek po lewej stronie, na szczęście szydełko to technika, która takie nitki pozwala zgrabnie ukryć. Najgorzej było na etapie karczku, kiedy jeszcze rękawy nie były oddzielone. Miałam kryzys, przyznaję, bo praca wyglądała tak: kawałek przodu szydełkiem, oczka rękawa na drutach nićmi z dwóch motków, plecy szydełkiem, oczka rękawa j.w., reszta przodu szydełkiem. Kosmos, plątanina włóczek, miałam ochotę się poddać. Ale przebrnęłam 🙂

Zabawne w tym całym płaszczyku jest to, że najwięcej czasu, jeśli chodzi o podejmowanie decyzji, zajęło mi wybieranie kolorów i ich sekwencji w częściach szydełkowych. Nie obeszło się bez prucia. To samo dotyczyło zapięcia płaszczyka – to są takie szydełkowe paski zrobione kilkoma kolorami – każdy inaczej, bom się nie mogła zdecydować na jeden układ.

I to chyba wszystko. Chciałabym jeszcze tylko dodać, że haft nie powstał z kilku powodów. Po pierwsze – nagłej zmiany życiowych planów czerwcowych, które znacznie wpłynęły na moje możliwości wykorzystania czasu na dzierganie. Po drugie – może bym i się z tym jednak wyrobiła, chociaż troszkę, ale ostatnie cztery dni zabrała mi migrena. Jeszcze dzisiaj kręci mi się w głowie, ale przynajmniej jestem w stanie usiąść do komputera i do czegokolwiek. Kto miewa migreny, ten wie.

W trakcie wykańczania płaszczyka dopuściłam do wykipienia fasolki. Fasolka uratowana, kuchenkę szorować będę potem. A kilkanaście dni wcześniej, układając sobie narzędzia do pracy nad płaszczykiem, zalałam kawą tapicerowany mebel. Z godzinę go czyściłam. Ale, ale, tu pojawia się nieodzownie Mąż mój jedyny i kochany. Ja: [niemożliwy do zapisu dźwięk, wydobyty z samego wnętrza mego na widok kanapy zalanej kawą]. Mąż: [ze stoickim spokojem i uśmiechem na twarzy] „nie przejmuj się, i tak nie lubiliśmy tej kanapy”.  No tak, ale to nie jest powód, żeby niszczyć ją poprzez zalanie kawą. Poza tym nie mamy innego mebla do spania. Dlatego wyczyściłam ją starannie i skutecznie.

Treść tytułu została zaczerpnięta z bajki, której w dzieciństwie słuchałam z kasety magnetofonowej. Była to bajka o Smoku Wawelskim, a słowa znalazły się w końcowej piosence i brzmiały: Hej siupaj dana, hej siupaj siup, ach, co to będzie za piękny ślub! [forma zapisu siupajów jest moja, bowiem miałam do dyspozycji tylko wersję dźwiękową, a pojęcia nie mam, jak się to pisze].

zdjęcie 3zdjęcie 10

Płaszczyk powstał jako praca na konkurs, ogłoszony przez Intensywnie Kreatywną, Wielki Konkurs Trzech Słów. Wybrane przeze mnie słowa to: JASNY – HISTORYCZNY – WYMYŚLONY. Zachęcam do kliknięcia tutaj i obejrzenia pozostałych dzieł konkursowych. Jest co podziwiać.

Intensywnie Kreatywnej jestem za konkurs bardzo wdzięczna, ponieważ ja bardzo chciałam mieć ten płaszczyk, a bez konkursu to doprawdy nie wiem, kiedy bym się w końcu zmobilizowała, żeby go wydziergać.

Chciałabym też rozwiać możliwe wątpliwości odnośnie pozy przyjmowanej przeze mnie na zdjęciach: tam, gdzie wyglądam, jakbym próbowała utrzymać równowagę, w rzeczywistości próbuję… utrzymać równowagę. A tłem liściastym była zakamuflowana w ten sposób altanka śmietnikowa. Jako, że altanka zakamuflowana jest jedynie przed wzrokiem, a przed powonieniem już nie, zdjęć jest stamtąd niewiele.

zdjęcie 4

Reklamy

One thought on “Hej siupaj dana, hej siupaj siup! Ach, co to będzie za piękny ciuch…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s