Dziergonomia stosowana

Żal po projekcie zmarnowanym

Tak to czasem bywa, że popełniamy błędy okropne. Żeby mi tutaj nikt w przerażenie nie wpadł, od razu zaznaczam, że chodzi o złe decyzje w zakresie robótek, także tragedii nie ma, tylko dramat włóczkowy.

Nie wiem, czy powinnam pisać, skąd wziął początek ten projekt – bo to rzeczywiście był projekt, rysowałam go na skrawkach papieru w podręcznym kalendarzu, tak mi nagle się objawił. Napiszę tylko, że kilka dni po zakończeniu tegorocznego Wielkiego Postu naszła mnie wizja o charakterze pasyjnym. Nawet włóczka, którą postanowiłam wykorzystać, ma kolor pasyjny. Ech, nie wiem, czy to nie profanacja, ale tak właśnie się to ułożyło.

aIMG_8271

Pomysł był bardzo prosty do sformułowania: sweter opleciony warkoczem. Trochę więcej dumania wymagało rozwiązanie techniczne owego pomysłu. Chciałam, żeby warkocz (jeszcze wtedy nie wiedziałam jaki) oplatał sweter na całym obwodzie. W związku z tym, odpadało prowadzenie go po skosie na zasadzie dodawania i odejmowania kulturalnie i estetycznie po jednym oczku z każdej jego strony w co drugim rzędzie/okrążeniu lub przenoszeniu tegoż o niewielką liczbę oczek, gdyż musiałabym uwić sweter do kolan co najmniej, a takiego zamiaru nie miałam. Najpierw nabrałam ochoty na konstrukcję wielce skomplikowaną: wymyśliłam sobie, że zacznę od samego warkocza, a potem będę nabierać oczka na jego brzegach i dorabiać resztę swetra w taki sposób, żeby mi warkocz prawie w poziomie okrążał korpus. Nad rękawami i dekoltem jeszcze wtedy nie myślałam, licząc, że to wyjdzie samo (ha, ha, ha). Druga opcja, którą jednocześnie rozważałam, zakładała taki sam początek – warkocz sam – ale dobieranie oczek i dzierganie miało iść w poprzek, czyli od boku do boku, a nie z dołu do góry, jak w opcji pierwszej. Co prawda, trudno mi było to sobie wyobrazić od początku do końca, ale czy ja się kiedykolwiek zniechęciłam tym, że nie wiedziałam od razu jak robótka będzie wyglądała na końcu? Nie przypominam sobie. Trzeci pomysł na konstrukcję swetra był z pozoru najłatwiejszy: zaczynam od dołu jak każdy zwykły sweter i jednocześnie na fragmencie robię warkocz, tyle że nie przesuwam go co drugi rząd o jedno oczko, ale w każdym rzędzie o kilka. Myślałam też o dzierganiu po skosie, ale takie rozwiązanie wymagałoby szycia (przynajmniej w zakresie, który byłam w stanie sobie wyobrazić), a tego nie chciałam.

Spieszno mi było do realizacji mego znakomitego, jak mi się wydawało, pomysłu, zatem po konsultacji z Mężem (chociaż na drutach nie robi, ma dobrą intuicję i jak mi czasem coś podpowie, to wartościowo) wybrałam wersję trzecią. Nie bardzo miałam pomysł na dół, zwykły ściągacz jakoś mi się nie widział, ale skoro sweter miał być z warkoczem, to doszłam do wniosku, że może by też warkocz tam umieścić, tyle, że w poprzek i jakiś rozbudowany, szeroki, ale w miarę płaski (czyli nie z dwóch szerokich pasm, ale z kilku cienkich), na którego boku nabiorę oczka na korpus. Mistrzem wymyślania splotów warkoczowych jeszcze nie jestem, dlatego przejrzałam moje ulubione strony z gotowcami i wybrałam ten od Alicji z ABC Robótek na drutach. Zaczynając od prowizorycznego łańcuszka, zrobiłam dość długi pas, na tyle długi, żeby mi moje właściwości przez niego przechodziły podczas zakładania. Pod koniec zaczęłam dodawać oczka od strony, gdzie planowałam nabrać oczka na korpus, żeby mi ten warkocz dolny poprzeczny częściowo przeszedł w ten, który miał oplatać cały sweter. Już teraz nie pamiętam, ile tam było tych oczek, ale pewnie około dziesięciu.

Muszę przyznać, że prawie cały ten sweter jest złożony ze zbiegów okoliczności i zdarzeń typu „samo wyszło”, których nie umiem wytłumaczyć. Bardzo mi się z nim spieszyło, z kilku powodów, o których napiszę. Pierwszym zniechęcaczem, a zatem i przyspieszaczem, który szybko pokazał swoje oblicze, okazała się włóczka. To była włóczka z odzysku i nie wiem jak mogłam przed rozpoczęciem dziergania nie zauważyć tysiąca wiązań, w które była przebogata. Wprawdzie już sam kolor dyskwalifikował przyszły wyrób odnośnie noszenia publicznie, ale te wiązania zniechęciły mnie do pracy i dlatego gnałam z robotą. Początkowo miałam nadzieję, że to się zmieni, że nie może być taka ilość włóczki tyle razy powiązana, ale jednak okazało się, że może.

Drugim przyspieszaczem, o zupełnie innym charakterze, była sama konstrukcja: wymknęła się pierwotnemu planowi, ale zaciekawiła mnie i strasznie chciałam zobaczyć i to jak najszybciej, co z tego w rezultacie wyjdzie. Nie obeszło się bez prucia, wielokrotnego z resztą, które wystawiało na próbę moją cierpliwość. Pierwsze prucie musiałam przeprowadzić po kilku okrążeniach od dolnego warkocza, ponieważ wyszło na jaw, że się w tych okrążeniach nie mieszczę i trzeba dorobić jeszcze kawałek warkocza na większy obwód. Za drugim razem wystarczyło centymetrów, a kolejne prucie było związane z wielkim rozczarowaniem tym, co mi wychodzi, a raczej tym, że mi nie wychodzi. Sweter marszczył się, a miało być gładko i równiutko. Rzecz w tym, że ja ten warkocz oplatający prowadziłam w ten sposób, że w każdym rzędzie przed warkoczem dodawałam po 2 lub 3 oczka, a za warkoczem te oczka odejmowałam. Byłam naprawdę naiwna, kiedy wydawało mi się, że to się ładnie ułoży, bez żadnych marszczeń. Po spruciu tego pomarszczonego odcinka zabrałam się za niego od nowa, ale niewiele byłam w stanie wymyślić. Miałam wrażenie, że wena mnie omija i powielam znowu te same błędy. Niemniej, tym razem prowadziłam warkocz pod trochę łagodniejszym kątem, więc marszczyło się trochę mniej, czy może inaczej. Zawzięłam się, myśląc, że może to się jeszcze ułoży i dzieragałam dalej. Ostatecznie swetra w takim kolorze i tak bym publicznie nie nosiła.

Po dwudziestu paru centymetrach przyjrzałam się temu, co powstaje na moich drutach i… spodobało mi się, zaintrygowało i z nowym zapałem zabrałam się do dalszej pracy. Bo chociaż włóczka bardzo działała mi na nerwy, to jednak koniecznie chciałam zobaczyć, co będzie dalej i jak to będzie, bo nadal nie miałam zaprojektowanej części z rękawami, a na temat dekoltu – zaledwie mgliste wyobrażenie.

Tak sobie dziergając, a to wkurzając się na włóczkę, a to z zaciekawieniem oglądając wyłaniający się kształt, dobrnęłam do rękawów. Żebym to ja teraz szczegółowo pamiętała, jak ja je zrobiłam! Napiszę to, co pamiętam. Pamiętam, że chciałam je dorobić do korpusu za pomocą rzędów skróconych. Kiedy doszłam do miejsca, w którym miały się zaczynać rękawy (pachy), podzieliłam robótkę na tył i przód. Dziergałam te części osobno, a dochodząc do miejsca, w którym miał być podkrój na rękaw, zawracałam metodą W&T (czyli z angielskiego „wrap and turn”, czyli „owiń i obróć”). Przód podzieliłam dodatkowo na dwie części, żeby wyszedł mi dekolt karo, czy jak on się tam nazywa, ale generalnie w szpic. Tak na marginesie, podczas pracy nad swetrem robiłam bardzo dokładne notatki w moim zeszycie robótkowym, ale kiedy teraz usiłuję z nich coś zrozumieć, dochodzę do wniosku, że są mocno niekompletne i nie tylko nie umiałabym ich ponownie wykorzystać, ale też nie jestem w stanie na ich podstawie wyjaśnić, jak powstał sweter. A to wszystko przez konkurs, dla którego rzuciłam wszystko, co miałam na drutach (miałam jeszcze chustę z przepięknej litewskiej cienizny) i dziergałam płaszczyk. Po miesiącu przerwy mogłam w miarę bez problemu wrócić do swetra, który był już na etapie rękawów, ale jak ja do tego etapu dotarłam – szczegółowo nie pamiętam.

Dekolt kształtowałam w bardzo prosty sposób i to akurat pamiętam: najpierw jednocześnie z podkrojem pachy jedną część, tę z warkoczem – odejmując po prostu oczka na skos. Drugą część podobnie, ale na mniejszej liczbie oczek, ponieważ ten cienki warkoczyk był dorabiany na końcu kształtowania dekoltu, kiedy łączyłam tył z przodem. Robiłam go z dodanych oczek, w każdym kolejnym rzędzie łapiąc oczko ze skosu. Na dole, czyli w miejscu, gdzie jest szpic, oczka przyszyłam, bodajże graftingiem do tych z drugiej połowy.

Rzędy skrócone wydały mi się doskonałym sposobem na rękawy dlatego, że miały mi pomóc uniknąć dziur pod pachami – to się rzeczywiście udało. Tyle tylko, że po zebraniu tylu owiniętych oczek łączenie wyglądało, delikatnie mówiąc, nieciekawie. Z pomocą, nie po raz pierwszy, przyszła mi Intensywnie Kreatywna, która mniej więcej wtedy zamieściła na swojej stronie wpis o zdobieniu dzianiny. Pozornie nie miało to z moim swetrem nic wspólnego, ale Agnieszka pokazała tam jak zrobić ozdobny szydełkowy łańcuszek na dzianinie, a ja doznałam oświecenia. Zamiast kombinować i pruć nabrane na rękaw oczka po raz nie wiem już który, można to łącznie zamaskować takim właśnie łańcuszkiem. Metoda okazała się nie tylko skuteczna, ale i szybka, a dodatkowo łańcuszek pasował mi stylistycznie do tej warkoczowo pokręconej koncepcji.

Przed łańcuszkiem:

zdjecie 1 aIMG_7962

Po:

aIMG_7974

Nie wiem, czy to widać na całościowych zdjęciach, ale rękawy różnią się między sobą tymi warkoczami, a to dlatego, że w jednym z nich warkocz wyniknął mi z dekoltu, a w drugim zaczęłam go dorabiać od łańcuszka szydełkowego mniej więcej pod pachą. Zakończenie rękawów to też był pomysł nagły i pod wpływem chwili: no bo skoro dół swetra i dekolt mają wykończenie warkoczowe, to w rękawach wypadałoby zrobić jakoś podobnie. Rozwiązałam to tak, że na końcu dodałam stopniowo kilka oczek tak, by dziergać w poprzek, a właściwie lekkim skosem, robiąc warkoczyk na kilku oczkach (zdaje mi się, że osiem ich było, ale tego już nie zapisałam, a nie mam teraz swetra pod ręką, żeby policzyć), łapiąc oczka obwodu rękawa po jednym, adekwatnie do liczby rzędów warkocza. Ja nie wiem, czy to wyjaśnienie jest zrozumiałe, ale w gruncie rzeczy wykonanie było bardzo proste. Na końcu warkocz zachodzi na swój własny początek.

Uff, to chyba wszystko. Jeśli czytasz te słowa, znaczy, że wytrwałaś / wytrwałeś do końca tego przydługiego biadolenia i za to bardzo dziękuję.

Jeszcze kilka słów podsumowania. Żałuję, że nie zrezygnowałam z tej włóczki, bo może włożyłabym w projekt trochę więcej serca i na przykład tych dziur przy warkoczu oplatającym by nie było. I warkocz z przodu nie wypadłby na biuście, tylko niżej, jak planowałam. Na swoją obronę mam tylko to, że zebrałam całą swoją cierpliwość i poprzeciągałam ten milion supełków na lewą stronę, żeby ocalić sweter przez rzuceniem w kąt (przy czwartej części Gwiezdnych Wojen, po raz kolejny oglądanej). Bo jednak sam projekt, chociaż różni się od tego, co sobie na początku wymyśliłam, podoba mi się. Ciekawie się układa na sylwetce i przez swój dziwny kształt odwraca uwagę od kształtu nosiciela. Zdjęć, żeby to udowodnić, jest niewiele, ponieważ robił je mój Mąż niedościgniony, w którego obiektywie przeważnie wychodzę tak, że nie chciałabym prezentować tego ogółowi społeczeństwa. A może ja po prostu, chcąc zaprezentować sweter, nie umiem się skromnie ustawić do zdjęcia? No, mniejsza o to.

Dziękuję za cierpliwość i do zobaczenia / napisania 🙂

Bez nazwy 2aIMG_8281 kopia

 

Reklamy

4 thoughts on “Żal po projekcie zmarnowanym

  1. Nie mam pojęcia dlaczego czepiasz się koloru jako niewyjściowego, nie jest zły, noś go 😉 A co do samego sweterka to nie umiem sobie wyobrazić chwilowo jak zrobiłaś te rękawy, i czemu gdy kombinowałaś z całością nie przyszło Ci do głowy żeby te spiralowe skosy warkoczowe zrobić za pomocą rzędów skróconych? było by prościej chyba… W każdym razie całość jest ciekawa i oryginalna, a historia pouczająca 😉 Pozdrawiam, miłej niedzili

    Lubię to

    1. Bardzo dziękuję. Niedziela już dobiega końca, ale była tak miła, że nie zaglądałam do internetu aż do teraz 🙂
      Ja się w fiolecie nie lubię. Ale dzisiaj rano go nosiłam (chłodno było) i zaczynam się przyzwyczajać, bo krój mi się podoba. I nie wiem, dlaczego nie wpadłam na to, żeby całość zrobić rzędami skróconymi 😦 Mam czasami dziury intelektualne i to ewidentnie była jedna z nich. Dziękuję za ten pomysł, chciałabym jeszcze jeden taki sweter, ale bardziej dopracowany i jeśli się zań wezmę, to wykorzystam Twoją sugestię 🙂
      Jeśli chodzi o rękawy, to było to tak (jeszcze raz przeczytałam notatki i teraz sobie przypominam): kiedy doszłam do wysokości pach, zaczęłam robić w rzędach, w podziale na przód i tył. Na końcu co drugiego rzędu odejmowałam najpierw jeden raz dwa oczka i potem po jednym oczku, ale nie na samym końcu, tylko jedno (chyba) oczko przed końcem. To ostatnie służyło do zawracania, ale bez zamykania, tylko owijałam je metodą W&T. Przód dodatkowo podzieliłam na dwie części i też odejmowałam po jednym oczku na skos. Potem, kiedy już miałam tak zrobiony przód i tył, połączyłam je, ciągnąc ten warkocz, który szedł od dołu. Z tyłu kontynuowałam go, ale zwężony do kilku oczek w poprzek linii dekoltu, dobierając po jednym oczku na rząd. I tak samo ciągnęłam warkocz z drugiej strony dekoltu.
      Nie pamiętam, co się w tym czasie działo z oczkami rękawów, chyba były na zapasowych żyłkach, ale to były te oczka od rzędów skróconych i ja je zebrałam wszystkie, tylko nie w jednym okrążeniu, bo najpierw kształtowałam główkę rękawa rzędami skróconymi oczywiście, aż w końcu pozbierałam wszystkie te oczka i potem już robiłam rękaw prosto w dół, tyle, że z warkoczem. I na końcu, przy mankiecie zaczęłam robić znów w poprzek sam ten warkocz, znów dobierając po jednym oczku z okrążenia na rząd warkocza. Kiedy skończyło się okrążenie dołączyłam oczka do początku warkocza i dlatego wyszedł taki dzwonkowaty na zakładkę. Ufff. Tak to właśnie było, o ile o czymś znów nie zapomniałam.
      Dobrego tygodnia.

      Lubię to

      1. E tam nie masz żadnych „dziur intelektualnych” tylko z boku lepiej widać, sama po sobie wiem że czasami najtrudniej wpaść na najprostsze rozwiązania 😉 I teraz już widzę w wyobraźni jak zrobiłaś te rękawy, dzięki za wyjaśnienia. Nie wiem czemu (pewnie dlatego że sama tak robię) założyłam że podeszłaś do nich jak do reglanu czy metody na C, tzn. dodałaś oczka docelowe na łańcuszku a później tylko zwężałaś po bokach i nijak w tą wizję nie potrafiłam rzędów skróconych wkomponować, na wrabianie nie wpadłam i to jest „zaćmienie mózgu” 😉 Powodzenia przy kolejnej wersji, bo sam pomysł i model jest świetny.

        Lubię to

        1. Bardzo Ci dziękuję za ciepłe słowa 🙂 Ja metody na C jeszcze nie znam, ale któregoś dnia wezmę ją na warsztat. W tym swetrze chciałam osiągnąć linię ukośną jak w raglanie, tylko podkusiło mnie coś, żeby wykombinować to inaczej, żeby mi wszystkie oczka, łącznie z tymi pod samą pachą, pozostały „na żywo”. I to mi się udało, tyle że potem to miejsce wymagało kamuflażu. Jak się nauczę na C, to będę mogła coś więcej powymyślać 🙂 A jeśli Ty wcześniej nie mogłaś wykoncypować, jak ja te rękawy zrobiłam, to znaczy, że słabo wytłumaczyłam. Proszę, jak ważny jest odzew! Dziękuję jeszcze raz 🙂

          Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s