Dziergonomia stosowana

[spektakularny tytuł] Szal orenburski

Zastanawiałam się, jaki by tu niezwykły tytuł nadać dzisiejszemu wpisowi, ale jedyne, co mi przyszło do głowy to… „Imperium atakuje”. Ma się to nijak do delikatnej materii, jaka jest treścią, a ponadto mogłoby wywołać nieodpowiednie skojarzenia natury politycznej. A przecież chodzi tylko o nazwę szala: Russian Empire. Zostanę więc przy najbardziej prostym z możliwych, bo przecież chodzi o szal orenburski.

DSC_0034

To był ten większy projekt, podczas którego robiłam sobie przerwy na inne robótki. Kiedy sobie wspomnę, ile czasu powstawał mój pierwszy orenburski szal (przypomnę: półtora roku), sama nie mogę się nadziwić, że tym razem poszło tak sprawnie – około półtora miesiąca, nawet trochę mniej. Szal dziergałam w lipcu i sierpniu. Przerwę zrobiłam sobie mniej więcej w połowie pracy, wtedy bowiem zaczął mi się mylić wzór, poprawki (czytaj: prucie) obejmowały coraz większe fragmenty, a oczka wykazywały tendencje do zjeżdżania z drutów. Tak więc doszłam do wniosku, że konieczna jest krótka przerwa. Krótka – żeby mi rytm, w który już zdążyłam wpaść nie uleciał zupełnie. Bo ten szal dziergało mi się cudownie (pomijając to przesilenie), dość szybko pomimo cienkiej nitki (Haapsalu od Midary) i cienkich drutów (nr 2). Co więcej, po zmianie drutów na grubsze przy innej robótce jakoś nie mogłam sobie poradzić, tak się do tych, jak to wiele osób nazywa, wykałaczek przyzwyczaiłam. 

DSC_0043

Na temat samego szala nie ma się co specjalnie rozpisywać, wymienię tylko to, co najważniejsze. Po pierwsze, powstał na podstawie wzoru Russian Empire, którego autorką jest Russian Lily. Powstał przy pomocy kursu stworzonego przez Intensywnie Kreatywną (po raz kolejny oglądałam niektóre filmy, chociaż tym razem już wystarczyły mi fragmenty). I nie wiem, czy nie najważniejsze: zrobiłam ten szal dzięki kochanej osobie, która zapragnęła taki mieć dla siebie, po tym jak zobaczyła mój. Ja się z zamówienia bardzo ucieszyłam, bo tworzenie tego szala to wielka przyjemność (była, jest i będzie) i od razu wyraziłam gotowość zabrania się do pracy. Dopiero po chwili przypomniałam sobie, ile czasu zajęło mi dzierganie mojego, ale przecież to było dawno, poza tym miałam ostatnio znacznie więcej czasu na robótki. Jak to miło pracować nad czymś, jeśli się całym sercem do pracy człowiek garnie. Nie wiem nawet, jakich by słów użyć, żeby były adekwatne do radości, jaką ja miałam dzięki temu szalowi. Po raz kolejny napiszę: uwielbiam cienkie włóczki i dodam jeszcze, że również cienkie druty. O niegasnącej miłości do ażurowych wzorów nie wspominając.

DSC_0051

To właściwie wszystko. Nie było po drodze żadnych dramatów ani komplikacji, które mogłabym opisać, tak dobrze mi się pracowało. Tylko jeszcze szczegóły robocze: włóczka to Haapsalu Shawl Yarn od Midary (100% wełna merino, 1400 m w 100 g), kolor 030; zużyłam 110 g na drutach nr 2. Starałam się dziergać ścisło, żeby oczka były równe, co zaowocowało wymiarami szala 64 x 183 cm.

I przypomniał mi się jeszcze jeden szczegół, który korzystnie wpłynął na tempo mojej pracy nad szalem. Otóż ja wolę schematy, dlatego rozrysowałam sobie przygotowany przez Intensywnie Kreatywną opis słowny brzegu szala, zostawiając na kartce po jego prawej stronie miejsce na odhaczanie rzędów części głównej szala, których jest blisko 800. Obok każdej linijki w schemacie wpisywałam sobie kolejno, który rząd przerabiam i dzięki temu łatwo było mi się połapać i nie pogubić pomiędzy brzegiem a szalem, którego schemat miałam wydrukowany na osobnej kartce. Tej metody używałam już wcześniej przy innych pracach i w moim przypadku sprawdza się ona doskonale.

Na tym kończę, pozostawiając Was z efektami mojego dalszego zapoznawania się z nowym sprzętem do fotografowania.

DSC_0065
Szal widziany od jednego końca
DSC_0055
i od drugiego
DSC_0063
od lewej strony
DSC_0045
i od prawej
DSC_0059
w całości w poziomie

A dalej w mniejszych lub większych fragmentach:

DSC_0052DSC_0063DSC_0066DSC_0036DSC_0037DSC_0038DSC_0039DSC_0040Bez nazwy 1

Pięknego dnia!