Dziergonomia stosowana

Tęczowy otulacz i szal Sunny Roses (przy czym ciąg dalszy nastąpi)

Otulacz i szal, które chcę dzisiaj zaprezentować, powstały w sierpniu i wrześniu (roku 2018). Dawno… ale mam jakieś tam notatki ich dotyczące. Wróć. Tęczowy szalik powstawał bodajże od lipca, ale w bardzo ślamazarnym tempie, bo zaaawsze się okazywało, że jest coś innego, co można by porobić, a włóczki nie ubywało… to ja może od tego szalika zacznę.

DSC_0699

Był sobie wściekle tęczowy i strasznie cieniutki akryl. Chociaż nie całkiem był cieniutki, miejscami był grubszy, bo to taka nitka o zmiennej grubości, ale według załączonej doń informacji miał jakieś 1200 m w 100 g, co dla mnie znaczy, że był cienki. Część przerobiłam na chusty, dodając pojedynczą jego nitkę do mohairowej szarej. Te chusty już pokazywałam, o tutaj. Chusty nie pochłonęły zbyt wielu metrów i jeszcze sporo tej tęczy mi zostało, powiem jednak szczerze, że nie sądziłam, że będzie tego aż tyle, ile się być okazało. W każdym razie, postanowiłam tęczę przerobić na szalik, tym razem bez żadnych dodatkowych włóczek, natomiast tęczą potrojoną. Inna sprawa, że byłam ciekawa wyglądu takiej potrójnie wziętej nitki, która już pojedynczo jest dość szalona. Zrobiłam próbkę i zadowolona z efektu przystąpiłam do pracy. Och jakże mi się ta praca dłużyła! Na początku szło mi opornie z uwagi na to potrojenie nitki – ja nawet przy pojedynczej dość często trafiam drutem między włókna, a co dopiero przy potrójnej! Jak wiadomo, do prawie wszystkiego można się przyzwyczaić i choć do samego końca nie pozbyłam się wspomnianego problemu, to jednak po niedługim czasie doszłam do jakiej takiej wprawy. A i zmienna grubość włóczki też mi zadania nie ułatwiała. Natomiast materia, która schodziła z moich drutów nr 3 ściegiem głównie francuskim (z małym dodatkiem dżersejowego), była tak milutka, że hej. To taki rodzaj akrylu – śliski, chwilami zjeżdżający z drutów, ale bardzo milutki i lejący w „konsystencji”, że się tak wyrażę.

DSC_0703DSC_0705

Tak to sobie dziergałam, jednak ze słabnącym zapałem, gdyż włóczka wydawała się nie mieć końca, a ja się uparłam, że wyrobię ją całą. Na dodatek plątała mi się, a rozplątywanie zajmowało sporo czasu. Plątanie było moją winą, ponieważ ciągnęłam nitkę od środka motka, a wiadomo, jak to się czasem układa – zamiast nitki wychodzi pęczek, albo wręcz pęk, który trzeba rozsupłać. I ja, jak ten Kopciuszek, rozsupływałam. Odkładałam robótkę na święty nigdy przy każdej możliwej sposobności, czyli kiedy tylko wpadło mi coś innego do wydziergania (w większości sama sobie wymyślałam, co by tu sobie innego porobić, byle odłożyć ten szalik), ale w końcu włóczka się skończyła (hurraaa!!!). Natenczas zdążyłam już zmienić koncepcję (po drodze szalik miał być miedzy innymi bluzką) i ostatecznie sprułam początek, po czym połączyłam go graftingiem z końcem i tym sposobem powstał otulacz, przeeedługi otulacz, którym można się omotać na kilka razy – u mnie do pięciu razy). Złożony na pół ma 158 cm długości (na szerokość ma 25 cm), to sobie łatwo policzyć ile by miał jako zwykły szalik. Gdybym wiedziała, że wyjdzie taki długi, zrobiłabym szerszy, a krótszy. Obrobiłam mu brzegi na szydełku zwykłymi półsłupkami, żeby się nie rozciągał na długość, jak to się często dzieje w przypadku ściegu francuskiego. Nie miałam już tęczy, toteż wybrałam pasujące kolorystycznie szmaragdowe merino. Przy tej swojej długości, otulacz waży wcale niedużo – 186 g. I to by było na tyle o tęczowym szaleństwie, dla którego teraz szukam właściciela.

DSC_0716

DSC_0700

DSC_0715DSC_0721DSC_0718DSC_0723

 

Następny w kolejce był szal Sunny Roses, którego autorką jest Larisa Valeeva. Ten wzór przerabiałam już co najmniej raz (wydaje mi się, że więcej, ale głowy za to nie daję, nie pamiętam; pisząc, że przerabiałam, mam na myśli, że robiłam z niego szal, a nie, że coś w nim zmieniałam) i bardzo bardzo mi się on podoba. Ma księżycowy kształt, który uważam za bardzo praktyczny i łatwy do zawinięcia na szyi, ale przede wszystkim ma śliczne ażurowe róże (z nazwy szala wnoszę, że to róże). Pięknie to autorka wzoru zaprojektowała. Szal jest o tyle ciekawy, że jego dzierganie zaczyna się od dolnej krawędzi, która powstaje na szydełkowym łańcuszku, a liczba oczek stopniowo jest redukowana. Część bez wzoru jest tworzona przy pomocy rzędów skróconych. Wszystko to jest bardzo miłe i przyjemne, może poza kilkoma rzędami początkowymi, kiedy robótki jest dużo na szerokość, a mało na wysokość, co powoduje, że to, co jest kręci się na drucie i trzeba odwijać i odwijać, i jeszcze raz odwijać. Ale przynajmniej nic się nie plącze, poza tym można sobie zawsze powiedzieć, że najdłuższe rzędy ma się już za sobą.

DSC_0616

Szal powstał z włóczki Gazzal Dennis w kolorze nr 911 (ciemny morski) na drutach nr 4. Miałam tej włóczki jeden motek i zamierzałam tak przeprowadzić robótkę, żeby mi te 500 metrów wystarczyło (włóczka ta ma 500 m w motkach po 50 g). Tak naprawdę dobrałam wzór do włóczki. Bo ten wzór można sobie dostosować: skoro zaczyna się od części ażurowej, to przecież po jej ukończeniu mogłam sobie dalej zrobić, co mi się będzie podobało, na przykład zrobić mniej rzędów skróconych albo ostatecznie zrezygnować z ażuru, który autorka wzoru zaplanowała przy górnej krawędzi. Jak się okazało – nie było takiej konieczności, ponieważ włóczki nie tylko nie brakło, ale jeszcze trochę zostało (powstały z niej dwa spore prostokąty w krzywym kocyku). Gdyby zatem ktoś zapałał pragnieniem samodzielnego stworzenia szala Sunny Roses (na dobrą sprawę, ja nie wiem, czy w takim kształcie to jest szal, czy raczej chusta), to 500 m cienkiej włóczki przerabianej na czwórkach wystarczy. A może i na 4,5 by starczyło. Moje słoneczne róże mają 158 cm wzdłuż krótszej krawędzi, 204 cm wzdłuż górnej, 37 cm na szerokość i ważą 43 g (a zatem poszło na nie ok. 430 m).

DSC_0715
Nie ma się co oszukiwać: Gazzal Dennis jest bardzo milutką (merino w składzie) i ładną włóczką (na fotografii nie widać cudnych iskrzących niteczek, które widać przy sztucznym świetle), ale nie blokuje się najlepiej na świecie

DSC_0716

DSC_0718
Kiedy wisi, prezentuje się bardzo dobrze…
DSC_0719
… jednak na leżąco górna krawędź nie za bardzo pamięta, że była blokowana

DSC_0717

DSC_0614
Tak to wyglądało na podłodze po odpięciu szpilek (dziwne tło zrobiłam w programie graficznym, po wymazaniu karimat i prześcieradła)

Ciąg dalszy nastąpi, ponieważ kolejna chusta i szal zajmą trochę miejsca, a na dzisiaj wystarczy.

Reklamy

3 myśli na temat “Tęczowy otulacz i szal Sunny Roses (przy czym ciąg dalszy nastąpi)

  1. Śliczna delikatna chusta (bardzo mi się ten ażur różany podoba) do tego w idealnym kolorze, w Twojej wersji to raczej noc na polu róż niż róże słoneczne, ale tym bardziej urocze.
    A ten niekończący się pstrokaty motek wykorzystała święta świetnie, bardzo pozytywny otulacz powstał który nie zadusi nosiciela swym ciężarem i ożywi każdy szary dzień.
    Pozdrawiam serdecznie

    Polubienie

    1. Bardzo Ci dziękuję za te słowa. Ależ miałaś piękne skojarzenie z tą nocą na polu róż, bardzo pasuje.
      Z otulaczem jest właśnie tak, jak napisałaś: jest lekki, nie udusi, a ogrzeje. I rzeczywiście jest bardzo radosny, a nie wściekły kolorystycznie.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s