Muzyka

Si ascendero in caelum

To początek słów utworu, którym chciałabym się z Wami dzisiaj podzielić.

Chciałam, żeby ten blog był – tak w podtytule – o wszystkim, co dobre i postaram się być konsekwentna i nie zawsze pisać o robótkach.

Uwielbiam muzykę, a w tym moim uwielbieniu na bardzo wysokim miejscu, o ile nie na najwyższym, znajdują się utwory, w których śpiewa chór. Już dawno doszłam do wniosku, że taka muzyka najlepiej mi brzmi w kościołach, a ponieważ siłą rzeczy w kościołach wykonywana jest zasadniczo muzyka liturgiczna, czy bardziej ogólnie: sakralna, toteż najchętniej słucham właśnie takiej. Nie chcę umniejszać roli wspaniałych sal koncertowych, ale jednak chętniej słucham utworów skomponowanych specjalnie do wykonywania w kościołach.

Przykładem takiej muzyki jest niezwykły utwór młodego polskiego kompozytora, którego nazwiska nie ośmielę się odmienić, bo nie bardzo wiem jak 🙂 . Nazywa się on Szymon Godziemba-Trytek, a z tego co zdążyłam się zorientować, pisze muzykę nie tylko dla chórów i nie tylko sakralną (ale mnie właśnie ta najbardziej interesuje 🙂 ).

Si ascendero in caelum to fragment z psalmu 139, pod nagraniem znajduje się tłumaczenie, zatem ja już nie będę go tutaj zamieszczać, poza tym cały psalm jest tak piękny, że zachęcam do przeczytania (po to właśnie dodałam do niego odnośnik). Wracając do utworu, słyszałam, że do jego wysłuchania potrzeba odrobiny cierpliwości, czego ja akurat w odniesieniu do siebie powiedzieć nie mogę: mnie wciąga od samego początku, choć rzeczywiście tzw. kulminacja następuje mniej więcej w połowie. Zachwycają mnie głosy solistów, szczególnie sopran: Aleksandra Turalska. Może to dlatego, że mnie niezbyt często zachwycają solistki śpiewające sopranem, ale nie chciałabym się wymądrzać na temat technik wokalnych, bo za specjalistę się nie uważam i jakoś wybitnie się w życiu nie nasłuchałam. Napiszę tylko, że lubię głosy ciepłe, „aksamitne”, nasycone, a jednocześnie lekkie. Tak właśnie odbieram głos pani Turalskiej.

Zachwyca mnie warstwa instrumentalna w utworze, choć na ten temat już zupełnie nie powinnam się wypowiadać, z racji nieznajomości tematu. A na marginesie, brakuje mi w tym nagraniu tylko jednego: żebym mogła widzieć wykonawców, bo to zawsze jakoś tak przyjemniej, kiedy się widzi, kto gra i śpiewa oraz jak gra i śpiewa. Zapraszam do posłuchania, tylko przygotujcie się na to, że początek jest bardzo subtelny i delikatny, więc jeśli nie będziecie słyszeć dźwięku, to wystarczy podgłośnić.