Dziergonomia stosowana

Szal na motywach Something Borrowed, czyli prawie jak orenburski

Prawdę powiedziawszy (a raczej napisawszy), dzisiejszy wpis miał być prezentacją szala i jednocześnie instrukcją wykonania, jednak tak bardzo się rozpisałam na temat produkcji, że postanowiłam podzielić temat na dwa wpisy, ponieważ jeszcze mnie trochę z tą instrukcją zejdzie. Ale powstaje i mam taki plan, żeby na jej podstawie można było zrozumieć konstrukcję i samodzielnie zaprojektować własny szal. Dzisiaj zatem napiszę tylko o tym jednym, który wytworzyłam ostatnio.

DSC_0422

Moim celem było stworzenie pięknego szala na wyjątkowy prezent. Kupiłam na ten cel wspaniałą włóczkę Lace Drops (odsyłacz prowadzi do sklepu, w którym ją kupiłam) w kolorze naturalnym (0100). Być może u kogoś, kto kocha ażurowe szale, zapasy tej włóczki powinny zalegać we wszystkich szafach, ale u mnie tak nie jest – dziergałam z niej po raz pierwszy. W sumie to nie wiem dlaczego, może trochę z przekory, że skoro wszyscy robią szale z Lace’a, to ja nie będę… To w każdym razie nie był dobry trop, ponieważ już teraz mogę powiedzieć, że włóczka mi bardzo odpowiada. Biorąc pod uwagę moje upodobania, brakuje jej tylko jednego – elastyczności, takiej choćby minimalnej, która znacznie ułatwia przerabianie oczek. Za dużo elastyczności to też nie dobrze, gdyż moje bardzo elastyczne oczka zjeżdżają z drutów z wielką łatwością, a połapać je później jest wielką trudnością. Jednak lubię, kiedy oczko podczas przerabiania troszkę się naciąga, a z Lace’m to nie takie proste. Nie wiem, czy ktokolwiek potwierdzi to moje wrażenie, ale mi tego właśnie brakowało. Zrobiłam z Lace’a jeszcze jeden szal (o nim napiszę innym razem), na grubszych drutach i w takim układzie było mi jeszcze trudniej przerabiać oczka. Mimo to, uważam włóczkę za bardzo dobrą, na szale i chusty doskonałą, na dodatek świetnie się blokującą. I jest tak milutka, jak tylko można sobie zamarzyć. 

Kupiłam więc te milutkie motki i właściwie bez dłuższych przemyśleń wiedziałam, co konkretnie z nich powstanie: szal na motywach Something Borrowed. Z tym, że postanowiłam go przerobić. Po pierwsze: żeby był szerszy, ale bez zwiększania liczby rombów. W moim odczuciu przy więcej niż trzech rombach na szerokość szal jest po prostu szalikiem w kratkę, a to mi się nie podoba i nie wygląda tak elegancko, jak było mi to potrzebne. Od początku nie miałam wątpliwości, jak to zrobić: poprzez dodanie ozdobnego brzegu oczywiście. Skoro już się tego nauczyłam i skoro wiem, że to wcale nie jest trudne, a wymaga jedynie wykonania obliczeń (o których napiszę przy okazji obiecanej instrukcji), to uznałam, że właśnie tę metodę i zdobyte umiejętności koniecznie trzeba wykorzystać. Poza tym dużo bardziej podobają mi się szale z borderem dookoła, niż tylko z ozdobnym początkiem i końcem. To była pierwsza zmiana w stosunku do wzoru autorstwa Kathy Lang. Po drugie: zrezygnowałam z koralików i bąbelków ze względu na Osobę, dla której szal miał powstać – byłam prawie zupełnie pewna, że takie ozdoby nie przypadną Jej do gustu. To bardzo skromna dziewczyna i nie wyobrażam sobie, by się w coś takiego ubrała z własnej woli (a może mnie kiedyś zaskoczy, kto wie). Po trzecie: skoro już pozbyłam się koralików i nupków, postanowiłam zrobić szal dwustronny, czyli tak jak w szalach orenburskich – przerabiać wszystkie rzędy na prawo. Możliwość noszenia szala bez kontrolowania, która strona jest prawa, a która lewa, jest bez dwóch zdań bardzo pożyteczna.

To, nad czym się najdłużej zastanawiałam, to czy dodawać przed motywem rombów i po nim jakieś inne detale, jak w szalu dla małej księżniczki. Nade wszystko jednak nie chciałam zrobić drugiego takiego samego szala (wyszło mi, że brzeg będzie ten sam), na inne motywy nie mogłam się zdecydować (gdybym miała kilka tygodni więcej 🙂 pewnie bym coś wybrała), toteż postanowiłam pozostać przy tych pięknych rombach (ja uwielbiam ten motyw i nawet po tym szalu jeszcze mi się nie znudził). Drugi element, nad którym długo myślałam, to właśnie wspomniany brzeg. Szukałam w moich zasobach oraz w internecie wzoru jakiegoś innego, szerszego, niż ten, który w końcu wybrałam, ale nie znalazłam żadnego lepiej pasującego, takiego, który by mi się podobał, a jednocześnie nie przytłoczył centralnej części szala – to romby miały odgrywać główną rolę! Wobec tego wybrałam znany mi już z Ardrum Scarf brzeg, który jest delikatny, bardzo ładny i nienachalny. Nie wiem kto ten wzór wymyślił, ale wydaje mi się, że widywałam go już w szalach orenburskich (a może szetlandzkich?). Mogę się mylić, w każdym razie rozpisany znalazłam tylko w Ardrum.

DSC_0433

Tworzenie tego szala było wielką przyjemnością i to z kilku względów. Po pierwsze: Przyjaciółka, dla której go robiłam i o której przy tym sobie myślałam. Po drugie: ta włóczka, naprawdę miła we współpracy. Po trzecie: śliczny (moim zdaniem) wzór, który sobie wybrałam. I wreszcie po czwarte: ta konstrukcja z borderem dookoła (im wyższy stopień komplikacji, tym większe wyzwanie). Wszystko to złożyło się na dzierganie szybkie i radosne. Po kilku dniach od rozpoczęcia pracy szal był ukończony, tylko trochę się naczekał na blokowanie, do którego jak zawsze musiałam nieco przemeblować pokój (poza tym czekałam na ramę do blokowania, ale z tym nie wyszło).

Jak łatwo policzyć ze zdjęcia (ale kto by liczył!), planując długość szala zdecydowałam się na 11 powtórzeń motywu rombów. To tyle, ile proponuje autorka wzoru Something Borrowed, wobec czego spodziewałam się więc uzyskać podobną długość szala, czyli około 180 cm. Mógł wyjść nieco krótszy, ponieważ dziergałam na cieńszych drutach – na 3,25. Ponadto mój brzeg jest nieco węższy, niż u Kathy. Dzięki temu wszystkiemu ukończony szal zmieścił się do blokowania na jednej karimacie 🙂 . Ma 166 cm długości i 50 cm szerokości. Przyznaję, że podczas blokowania starałam się go bardziej poszerzyć, niż wydłużyć. Zależało mi na szerokości powyżej 40 cm. Teraz jest moim zdaniem w sam raz. Zużyłam na niego 70 g włóczki. 

Na koniec – sesja zdjęciowa:

DSC_0425

DSC_0432

DSC_0431

DSC_0468

DSC_0466

DSC_0462

DSC_0461

DSC_0465

DSC_0436

Pięknego dnia!

 

Dziergonomia stosowana

[spektakularny tytuł] Szal orenburski

Zastanawiałam się, jaki by tu niezwykły tytuł nadać dzisiejszemu wpisowi, ale jedyne, co mi przyszło do głowy to… „Imperium atakuje”. Ma się to nijak do delikatnej materii, jaka jest treścią, a ponadto mogłoby wywołać nieodpowiednie skojarzenia natury politycznej. A przecież chodzi tylko o nazwę szala: Russian Empire. Zostanę więc przy najbardziej prostym z możliwych, bo przecież chodzi o szal orenburski.

DSC_0034

To był ten większy projekt, podczas którego robiłam sobie przerwy na inne robótki. Kiedy sobie wspomnę, ile czasu powstawał mój pierwszy orenburski szal (przypomnę: półtora roku), sama nie mogę się nadziwić, że tym razem poszło tak sprawnie – około półtora miesiąca, nawet trochę mniej. Szal dziergałam w lipcu i sierpniu. Przerwę zrobiłam sobie mniej więcej w połowie pracy, wtedy bowiem zaczął mi się mylić wzór, poprawki (czytaj: prucie) obejmowały coraz większe fragmenty, a oczka wykazywały tendencje do zjeżdżania z drutów. Tak więc doszłam do wniosku, że konieczna jest krótka przerwa. Krótka – żeby mi rytm, w który już zdążyłam wpaść nie uleciał zupełnie. Bo ten szal dziergało mi się cudownie (pomijając to przesilenie), dość szybko pomimo cienkiej nitki (Haapsalu od Midary) i cienkich drutów (nr 2). Co więcej, po zmianie drutów na grubsze przy innej robótce jakoś nie mogłam sobie poradzić, tak się do tych, jak to wiele osób nazywa, wykałaczek przyzwyczaiłam. 

DSC_0043

Na temat samego szala nie ma się co specjalnie rozpisywać, wymienię tylko to, co najważniejsze. Po pierwsze, powstał na podstawie wzoru Russian Empire, którego autorką jest Russian Lily. Powstał przy pomocy kursu stworzonego przez Intensywnie Kreatywną (po raz kolejny oglądałam niektóre filmy, chociaż tym razem już wystarczyły mi fragmenty). I nie wiem, czy nie najważniejsze: zrobiłam ten szal dzięki kochanej osobie, która zapragnęła taki mieć dla siebie, po tym jak zobaczyła mój. Ja się z zamówienia bardzo ucieszyłam, bo tworzenie tego szala to wielka przyjemność (była, jest i będzie) i od razu wyraziłam gotowość zabrania się do pracy. Dopiero po chwili przypomniałam sobie, ile czasu zajęło mi dzierganie mojego, ale przecież to było dawno, poza tym miałam ostatnio znacznie więcej czasu na robótki. Jak to miło pracować nad czymś, jeśli się całym sercem do pracy człowiek garnie. Nie wiem nawet, jakich by słów użyć, żeby były adekwatne do radości, jaką ja miałam dzięki temu szalowi. Po raz kolejny napiszę: uwielbiam cienkie włóczki i dodam jeszcze, że również cienkie druty. O niegasnącej miłości do ażurowych wzorów nie wspominając.

DSC_0051

To właściwie wszystko. Nie było po drodze żadnych dramatów ani komplikacji, które mogłabym opisać, tak dobrze mi się pracowało. Tylko jeszcze szczegóły robocze: włóczka to Haapsalu Shawl Yarn od Midary (100% wełna merino, 1400 m w 100 g), kolor 030; zużyłam 110 g na drutach nr 2. Starałam się dziergać ścisło, żeby oczka były równe, co zaowocowało wymiarami szala 64 x 183 cm.

I przypomniał mi się jeszcze jeden szczegół, który korzystnie wpłynął na tempo mojej pracy nad szalem. Otóż ja wolę schematy, dlatego rozrysowałam sobie przygotowany przez Intensywnie Kreatywną opis słowny brzegu szala, zostawiając na kartce po jego prawej stronie miejsce na odhaczanie rzędów części głównej szala, których jest blisko 800. Obok każdej linijki w schemacie wpisywałam sobie kolejno, który rząd przerabiam i dzięki temu łatwo było mi się połapać i nie pogubić pomiędzy brzegiem a szalem, którego schemat miałam wydrukowany na osobnej kartce. Tej metody używałam już wcześniej przy innych pracach i w moim przypadku sprawdza się ona doskonale.

Na tym kończę, pozostawiając Was z efektami mojego dalszego zapoznawania się z nowym sprzętem do fotografowania.

DSC_0065
Szal widziany od jednego końca
DSC_0055
i od drugiego
DSC_0063
od lewej strony
DSC_0045
i od prawej
DSC_0059
w całości w poziomie

A dalej w mniejszych lub większych fragmentach:

DSC_0052DSC_0063DSC_0066DSC_0036DSC_0037DSC_0038DSC_0039DSC_0040Bez nazwy 1

Pięknego dnia!

Dziergonomia stosowana

Koronkowe życzenie

Wspominałam ostatnio, że tworzę coś, co bardzo mnie cieszy i to będzie niespodzianka. Na załączonej fotografii widać było tyle, że włóczka to Haapsalu od Midary i że będzie ażurowo. I jest. Skończyłam, zablokowałam, oddałam we właściwe ręce.

IMG_9122.JPG

A było to tak…

Podczas rodzinnej uroczystości pod koniec maja pewna młoda dama, lat 7 i jedna czwarta, zobaczyła mój orenburski szal, w który byłam przystrojona. Zachwyciła się nim natychmiast, dotykała, przykładała do swojej małej postaci i, jak się to mówi, nie posiadała się z zachwytu nad ilością delikatnej koronki. Spojrzała na mnie i poprosiła: „uszyjesz mi taki?”. Cóż, takiej prośbie, popartej takim zachwytem i jednocześnie pragnieniem, jakie ja wyraźnie widziałam w jej oczach, oprzeć się po prostu nie da. Obiecałam, że uszyję, to znaczy zrobię, rzecz jasna, na drutach. Chciała taki sam, zgodziła się oczywiście na rozmiarem dostosowany do siebie (mój jest wielki), ale żeby był cały taki koronkowy i z tej samej włóczki, w tym samym kolorze. Przyznam, że ta prośba zaskoczyła mnie, choć znam tę dziewczynkę na tyle dobrze, że mogłam się spodziewać, że prędzej spodoba się jej koronkowy szal, niż lalka typu barbie lub świecące tenisówki (o młotku i gwoździach nie wspominając – to nie jest żart, ja w jej wieku miałam przy łóżku jako dyżurną zabawkę pożyczony od Taty mały młotek, kilka deseczek i gwózdki, z których z wielkim upodobaniem zbijałam różne rzeczy, a Tatuś mój kochany zaprenumerował mi najlepsze w moim ówczesnym świecie pisemko dla dzieci p.t. „ABC techniki”).

Powróciwszy do własnego domu, wyciągnęłam z pudła z włóczkami Haapsalu, która została mi po moim orenburskim szalu, oceniłam jej ilość jako wystarczającą i zaczęłam szukać wzoru. Miałam wprawdzie pomysł, by wykorzystać Russian Empire, jednak szybko zrezygnowałam z jego pomniejszania (i z niego w ogóle), bo przy tej ilości oczek, jakie miałam w planie, zostałaby tylko jakaś marna namiastka pięknego ażuru. Sporo czasu zajęło mi to szukanie, jak to zwykle u mnie bywa, aż w końcu postanowiłam samodzielnie sklecić coś, co mi będzie pasowało do skromnej wielkości szala. Piszę „sklecić”, ponieważ poza dwoma elementami nie wymyślałam wzorów sama. I tak: ozdobny brzeg szala łącznie ze sposobem jego tworzenia pożyczyłam z szala Ardrum Scarf (jeszcze nie opanowałam samodzielnego dostosowywania schematów brzegów do takiego sposobu tworzenia rogów, jakiego uczyła Intensywnie Kreatywna w swoim orenburskim kursie); dwa wąskie paski ażuru, te najbliżej górnej i dolnej krawędzi, rozrysowałam sobie sama, bo jednak bardzo chciałam tam coś swojego dodać; trzeci pasek – ten najbliższy części środkowej – to pomniejszona wersja choineczek (czy cokolwiek to jest), które stanowią środki rombów wspomnianej środkowej części. Tu następuje kropka, bo ileż można średników wrzucić do jednego zdania. Ażurowe paski rozdzieliłam rzędami zwyczajnej sekwencji: narzut, dwa oczka przerabiane razem. Część środkowa i zasadnicza szala to romby, pochodzące z kolekcji wzorów estońskich. Tym samym (i coś mi się zdaje, że również sposobem tworzenia brzegu) zaprzepaściłam orenburski charakter szala, nadając mu cechy estońskiego. Inna sprawa, że oczka przerabiałam konsekwentnie tak, jak to ma miejsce w szalach orenburskich, a i same romby nieco w tym celu zmodyfikowałam. Wszystkie rzędy są zatem przerabiane na prawo, dzięki czemu szal jest dwustronny. Wszystkie oczka po dwa i trzy razem są przerabiane jako przekręcone, bez układania i zmiany kolejności, czyli po prostu tak, jak leżą na drutach, tak są zebrane razem (u mnie leżały prawą nóżką do przodu, drut wbijałam w nie od prawej do lewej, zbierając je za tyle nóżki – nie umiem tego bardziej zrozumiale opisać). We wzorze rombów nie robiłam bąbli, zwanych też nupkami, gdyż wydaje mi się, że w orenburskich szalach bąble nie występują (jeśli się mylę, bardzo proszę o pouczenie), zamiast nich przerabiając zwykłe prawe oczka.

Sama nie wiem, do jakiej kategorii ten szal zakwalifikować, ale jakie to ma znaczenie? Jest koronkowy, odpowiedniej wielkości, ku własnemu zdziwieniu memu powstał dosłownie w półtora tygodnia (po czym ze dwa czekał łaskawie na zblokowanie…). Przekazałam go Mamie tej młodej damy, od której cała historia wzięła początek, a kilka dni później nowa właścicielka dostała go w swoje ręce. Z relacji wiem, że się tak bardzo ucieszyła, że trudno to wyrazić słowami. Przymierzała przed lustrem i nawet chciała zabrać wychodząc na podwórko, ale to, jak również spożywanie obiadu z szalem na ramionach, zostało jej wyperswadowane. Dla mnie to chyba jeszcze większa radość – z dorosłymi jest jednak inaczej, natomiast dziecku sprawić taką uciechę – to szczególne przeżycie.

Teraz nastąpi sesja zdjęciowa, a po niej ciąg dalszy.

aIMG_9118IMG_9124

aIMG_9114
Blokowanie nie wyszło mi idealnie, wszystko przez pośpiech

aIMG_9129aIMG_9130aIMG_9119aIMG_9141

aIMG_9144
Przez obrączkę przechodzi 🙂

Na wypadek, gdyby ktoś pomyślał, że w wykonaniu takiego szala jest jakaś trudność, chciałabym temu zaprzeczyć, a na dowód rozpiszę krok po kroku, jak szal robiłam. Miejcie tylko proszę na uwadze, że to jest nieduży szal, po zablokowaniu ma 40 x 132 cm. Z nieco grubszej włóczki i na grubszych drutach na pewno wyjdzie większy. No i masz ci los! Nie zapisałam sobie, jakich drutów używałam i teraz nie pamiętam na pewno, ale wydaje mi się, że 2,25. O ile dobrze pamiętam, zużyłam 37 g Haapsalu, czyli malutko.

Szal zaczyna się od ozdobnego brzegu, który powstał według opisu wspomnianego już Ardrum Scarf, do którego Was odsyłam w kwestii instrukcji, z tym, że ja potrzebowałam mieć na środku 55 oczek, dlatego przerobiłam 10 powtórzeń schematu. Każde powtórzenie to 16 rzędów, czyli 8 oczek do nabrania na zasadniczą część szala. To daje w sumie 80 oczek, jednak tutaj nie nabiera się wszystkich oczek z brzegu – w rogach szala brzeg ma zakręcać, zatem tych oczek nabiera się mniej. Autorka wzoru dokładnie to opisała. Co moim zdaniem ułatwi pracę, to nabranie początkowych 12 oczek nie metodą zaproponowaną przez autorkę, ale na prowizoryczny łańcuszek – łatwiej potem przełożyć je na drut.

Po przerobieniu dziesięciu powtórzeń schematu brzegowego, nabrałam 56 oczek na brzegu szala (3×4 oczka, 4×8 oczek i znów 3×4 oczka), co jest bardzo bliskie zamierzonych 55. Tego nadmiarowego nie odjęłam – zostawiłam je po lewej stronie części głównej. To jest jednak widoczne w gotowym szalu i być może na drugi raz odjęłabym to oczko w kolejnym rzędzie, a potem sobie je dodała przed przystąpieniem do dziergania górnego brzegu szala.

To był mój pierwszy rząd zasadniczej części szala. Dalej będę pisać tak, jak powinno być, a nie jak ja zrobiłam, ponieważ u mnie na samym końcu szala trzeba było dorobić cztery rzędy prawych oczek, żeby dopasować się do ozdobnego brzegu, a spokojnie mogłam dwa z nich dodać na początku i wówczas rozkład wzorów byłby równomierny (ale sobie tego nie przeliczyłam na początku pracy). W poniższej instrukcji nadmiarowe rzędy rozłożone są równomiernie. Środkowa część szala liczy 56 oczek (jak u mnie).

Zapomniałam napisać, że należy kontynuować ozdobny brzeg, z tym, że na początku rzędów przerabiamy oczka w odwrotnej kolejności, niż na końcu (te przerabiamy tak, jak wcześniej). Można to sobie podejrzeć w opisie szala Ardrum Scarf, gdyż autorka rozpisała to bardzo dokładnie. A teraz wracam do mojego środka.

Rz. 2-6: wszystkie oczka prawe

Rząd 7: oczko prawe, (dwa razem, narzut) – zawartość nawiasu do końca, na końcu oczko prawe

Rz. 8-12: wszystkie oczka prawe

Rz. 13-22 według schematu 1:

Schemat 1

Rz. 23-26: wszystkie oczka prawe

Rz. 27: jak rz. 7

Rz. 28-32: wszystkie oczka prawe

Rz. 33-40 według schematu 2:

Schemat 2.jpg

Rz. 41-44: wszystkie oczka prawe

Rz. 45: jak rz. 7

Rz. 46-50: wszystkie oczka prawe

Rz. 51-60 według schematu 3:

Schemat 3.jpg

Rz. 61-64: wszystkie oczka prawe

Rz. 65: jak rz. 7

Rz. 66-70: wszystkie oczka prawe

W kolejnym rzędzie rozpoczynamy schemat 4, czyli romby. Przerysowałam go do takiej postaci, w jakiej ja go przerabiałam:

Schemat 4.jpg

Schemat rombów przerabiałam 3 razy na szerokość i 9 razy na wysokość. W ten sposób dochodzi się do rz. 394. Oczywiście można wykonać więcej powtórzeń. W przypadku dziwięciu, dalej przerabiamy następująco (odbicie początku):

Rz. 395-398: wszystkie oczka prawe

Rz. 399: jak rz. 7

Rz. 400-404: wszystkie oczka prawe

Rz. 405-414 według schematu 3 (= Rz. 51-60)

Rz. 415-418: wszystkie oczka prawe

Rz. 419: jak rz. 7

Rz. 420-424: wszystkie oczka prawe

Rz. 425-432 według schematu 5:

Schemat 5.jpg

Rz. 433-436: wszystkie oczka prawe

Rz. 437: jak rz. 7

Rz. 438-442: wszystkie oczka prawe

Rz. 443-452 według schematu 1 (= Rz. 13-22 )

Rz. 453-456: wszystkie oczka prawe

Rz. 457: jak rz. 7

Rz. 458-464: wszystkie oczka prawe

Na tym koniec części środkowej i powinno się to zgodzić z ostatnim rzędem schematu ozdobnego brzegu. W następnej kolejności należy dorobić górny brzeg – zgodnie z instrukcją w opisie szala Ardrum Scarf. U mnie wyszło to tak, że przy trzech pierwszych powtórzeniach schematu brzegowego przerabiałam ostatnie oczko brzegu z jednym oczkiem części środkowej szala (jako 2 razem) w co 4. rzędzie. Przy kolejnych czterech powtórzeniach – w co 2. rzędzie i w ostatnich trzech – znów w co 4. rzędzie. Oczka, które pozostały na drucie trzeba połączyć z tymi z lewego brzegu szala. Ja łączyłam graftingiem, ale jeśli ktoś nie lubi, może je po prostu zszyć (u mnie grafting jest bardziej estetyczny, niż szycie).

Ufff, to koniec. Tylko namoczyć i zablokować. Mam nadzieję, że niczego nie poplątałam, gdyby jednak coś było niezrozumiałe, piszcie proszę w komentarzach pod tym wpisem.

Na sam koniec chciałabym wyrazić swoje uwielbienie dla cienkich włóczek. Kocham cienkie włóczki i Haapsalu Midary jest wśród nich 🙂 .

Pięknego dnia!

 

 

Dziergonomia stosowana

Mój orenburski szal

IMG_7984a

Tytuł jest zwykły, najzwyklejszy, ale to dlatego, że rzecz jest wystarczająco niezwykła, że większego urozmaicania nie potrzebuje.

Dawno, dawno temu (ponad dwa lata, co w świecie robótek ręcznych oznacza lata świetlne) zaczęłam pracę nad jednym w moich wymarzonych projektów. W szalach orenburskich zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Ojej, przecież już o tym pisałam. Wspominałam też wiosną, że nareszcie ukończyłam mój własny szal orenburski. Szal powstawał około półtora roku, ale były tygodnie – po kilka z rzędu – kiedy nie powiększał się ani o jedno oczko. Przyznaję i wzdycham bezsilnie, że niewiele pamiętam z procesu tworzenia, co jest oczywiście skutkiem rozwleczenia czasowego.

Wypada mi wyjaśnić, dlaczego czekałam od wiosny aż do dzisiaj, żeby przedstawić szal oficjalnie na fotografiach. Otóż pomimo podejmowania licznych prób, nie umiałam szala uwiecznić na zdjęciach w satysfakcjonujący mnie sposób. Aż pewnego dnia wrześniowego poprosiłam o pomoc moją Mamę kochaną i Męża umiłowanego i we trójkę urządziliśmy szalowi sesję w dużym pokoju 🙂 Trzy pary rąk, trzy głowy i dwa aparaty fotograficzne – w takim zestawie napstrykaliśmy sporo zdjęć, z których część dzisiaj prezentuję. Moim wyśmienitym współpracownikom z całego serca dziękuję nie tylko za pomoc, ale też za zachwycanie się tym, co własnymi rękami zrobiłam. Wszyscy to wiedzą, ale ja napiszę: to jest nieocenione, kiedy praca rąk własnych znajduje uznanie u innych. Nawet jeśli to Mama i Mąż. Z resztą, inni ludzie, nie spokrewnieni, już szal oglądali i również wyrażali się o nim przychylnie.

Nie byłoby tego szala, gdyby nie kurs Intensywnie Kreatywnej. Technika tworzenia szali w taki sposób, w jaki powstał ten tutaj, była mi wcześniej znana jedynie z obrazów w internecie, ale nigdy z autopsji. Jest wiele rzeczy, które potrafię sama wykoncypować: jak to zrobić, ale w przypadku orenburskiego – nie wiedziałam, chyba nawet nie próbowałam tego pojąć, o ile dobrze pamiętam. Tym większym szczęściem obdarzyła mnie IK decydując o razemrobieniu orenburskiego.

Do mojego szala wybrałam wspaniałą włóczkę Haapsalu Shawl Yarn od litewskiej Midary, kolor nr 030 (znając chimery kolorystyczne Midary wspomnę tylko, że w roku 2015 to był kolor kremowy). Włóczkę zakupiłam w Sklep-IKu. Haapsalu to bardzo cienka włóczka, na dodatek wydawało mi się, że szal orenburski nie powinien być zbyt dziurawy, dlatego wybrałam do pracy nad nim druty nr 2. Z drutami to swoją drogą była historia, o której już wspominałam, ale przypomnę raz jeszcze: zaczynałam na bambusowych, ale kremowa Haapsalu, niezbyt śliska, słabo z drewnem współpracowała, co więcej, długa żyłka plątała mi się okropnie. Dlatego po jakimś czasie zmieniłam druty na metalowe – dwójki skarpetkowe – z końcami zabezpieczonymi metodą chałupniczą, czyli recepturkami, żeby mi szal z drutów nie zjechał, bo bym się zapłakała i prawdopodobnie rzuciła go w kąt. Tak właśnie, szczególnie początek był dla mnie sporym wyzwaniem i gdybym to miała stracić przez zjazd z drutów, a ta włóczka pruje się sama, a ten wzór był na tyle skomplikowany, w dodatku po obydwu stronach dziergany prawymi oczkami, że trudno dojść, co się właściwie spruło, bo wszystkie rzędy są do siebie takie podobne, a jak wiadomo cienka włóczka jakiekolwiek rozeznanie znacznie utrudnia… no więc właśnie bardzo chciałam uniknąć nieszczęścia i to mi się nawet udało, choć te z kolei druty bez przerwy zahaczały mi się o robótkę i czasami wypadały z rąk. Ale ile razy musiałam pruć z powodu własnych błędów, tego już nawet nie chcę pamiętać, kiedy patrzę na gotowy szal i cieszę się nim. Jedno prucie mimo wszystko pamiętam bardzo dobrze, ponieważ dotyczyło kilkudziesięciu rzędów (tak z 60). W tej początkowej fazie, gdy jeden rządek zajmował mi bardzo dużo czasu, to był dramat. A wszystko przez to, że w którymś momencie pominęłam jakiś narzut i zorientowałam się o tym dopiero wiele rzędów później, kiedy już cały motyw był szpetnie przesunięty względem reszty. Pomimo prób ratowania sytuacji w inny sposób, nie było rady: musiałam ten odcinek spruć. To jednak nie takie proste pozbyć się wielogodzinnej, mozolnej pracy; dla mnie było to na tyle trudne, że odłożyłam szal do torby robótkowej, żeby się z tym fantem zmierzyć w przyszłości. Przyszłość nastąpiła po wielu tygodniach, chyba ze trzy miesiące jej nie tknęłam. W końcu zaczęło mnie sumienie kąsać i z mniej emocjonalnym nastawieniem (bo już jakiś czas minął i już trochę zapomniałam, ile roboty jest do zaprzepaszczenia) sprułam co było trzeba, z trudem odnalazłam w schemacie miejsce, od którego należało dziergać ponownie i wznowiłam orenburską działalność.

A właśnie, w ramach razemrobienia szala Intensywnie Kreatywna wyjaśniła jak sobie dostosować pracę, gdyby ktoś chciał inny środek, niż Ona sama tworzyła. Ja chciałam inny, wymarzył mi się bowiem Russian Empire, dostępny tutaj. Nie powiem, cieszę się, że się z nim zmierzyłam, ale szczerze przyznam, że to właśnie z powodu tego wyboru praca na początku tak mi powoli szła. Wzór wcale nie wygląda na skomplikowany, ja jednak wiele razy się myliłam, na szczęście poza przypadkiem opisanym powyżej, nie myliłam się zbyt dramatycznie. Tyle, że to wydłużało czas poświęcony na pracę nad szalem.

Cud prędkościowy nastąpił po tym właśnie wspomnianym dużym pruciu. Nie wiem do dzisiaj, jak to możliwe, że nagle czas wykonania jednego rzędu skrócił mi się o połowę. Bo żeby chociaż o 20%, to tego bym pewnie nawet nie zauważyła. Ale tej tutaj sytuacji nie rozumiem zupełnie. Nie trudno się domyślić, że przyspieszenie tempa pracy miało istotny wpływ na powiększenie radości dziergania. Mimo wcześniejszych błędów ja miałam naprawdę dużo tej radości od samego początku.

Potem przyszedł czas, kiedy musiałam odłożyć szal ze względu na bardzo ważne zamówienie i inne robótki nie mogące czekać, aż ja się z szalem uporam. Przerwa trwała wprawdzie krócej niż poprzednio, ale dziergałam szal dorywczo, między innymi pracami. Na dodatek, kiedy dotarłam do końca górnej części szala i przyszedł czas na górną plisę, nie miałam możliwości odtworzenia nagranego przez Intensywnie Kreatywną filmu okolicznościowego o tej górnej plisie. I właśnie wtedy, kiedy tak czekałam, aż się możliwość owa nadarzy, dostałam w prezencie od Męża nieocenionego w swej wspaniałomyślności druty nr 2 z odpowiedniej długości kabelkiem (bo to moim zdaniem tylko umownie można nazwać żyłką), na widok których zapałałam wielką chęcią dokończenia orenburskiego, nawet gdybym miała sobie radzić bez filmu. I prawie sobie poradziłam. To znaczy obejrzałam fragmenty filmu, tylko że bez dźwięku, bo skoro nie było możliwości posłuchać, to żeby przynajmniej popatrzyć. Za resztę instrukcji wystarczyły pisemne wyjaśnienia Intensywnie Kreatywnej, która wszystko opisała tak szczegółowo, że nawet bez oglądania filmu można by się pokusić o dzierganie. Tyle tylko, że te filmy są bardzo pomocne, dlatego stanowczo wolę pracować z nimi.

Wiosną szal był gotowy, a ja bardzo z tego powodu szczęśliwa. Wielkim wyzwaniem okazało się blokowanie szala. Kto kiedykolwiek miał do czynienia z Haapsalu, ten wie, jak cudna jest ta włóczka w blokowaniu, więc to nie ona była przyczyną trudności – to wszystko przez rozmiar szala. Wyszedł – jak dla mnie niewysokiej – wielki. Przy dostępnych zasobach mieszkalno-materiałowych nie było mowy o zablokowaniu go do takiego rozmiaru, na jaki by pozwoliła włóczka i liczba przerobionych oczek (liczyć ich nie zamierzam, ale jest wiele). Niemniej, szal i tak ma 234 cm długości i 70 cm szerokości. Nauczona tym doświadczeniem (znaczy się, że takie rzeczy należy planować i przewidywać, a nie dziergać na oślep) oraz zakochana już do reszty w tak produkowanym szalu, wyznałam memu Mężowi jednego dnia, że już wiem, jak go skrócę. Na to mój Małżonek zareagował przerażeniem znad talerza z posiłkiem (nie pamiętam, jaki to był posiłek), że chyba nie zamierzam pruć tego szala. A ja po prostu zapomniałam dodać, że myślałam już o kolejnym i że może być spokojny, tego pruć nie zamierzam.

To chyba wszystko, co mam do napisania o orenburskim szalu. Teraz czas na wyznania: uwielbiam Haapsalu, uwielbiam dziergać na cienkich drutach, uwielbiam misterne robótki. Dziękuję ogromnie wszystkim, którzy przyczynili się do powstania mojego szala: Ovillo http://ovillowetoitamto.blogspot.com/, która poruszyła temat i tym samym pobudziła we mnie pragnienie zrobienia i mienia tego szala; Intensywnie Kreatywnej, która stworzyła kurs i otwarła przede mną możliwość zrealizowania mojego marzenia, i która już widziała gotowy szal na zdjęciach i napisała mi, że jest piękny 🙂 ; mojemu Mężowi kochanemu, który mnie wspiera i zachwyca się moimi pracami oraz, wbrew mojej woli czasem, opowiada o nich komu się tylko da, a kiedy mam lenia i nie chce mi się robić ładnych zdjęć, udziela mi reprymendy i pomaga fotografować; przyjaciółce, która raz szal zobaczyła w jego początkowej fazie powstawania, a kiedy się spotkałyśmy wiele miesięcy później pamiętała o nim i pytała jak tam; mojej Mamie cudownej, która wszystko rzuci na hasło, że potrzebna jest pomoc przy uwiecznianiu gotowej robótki i ma lepsze pomysły na zdjęcia, niż ja (Tata też by się przyłączył, ale akurat był poza domem). Coś Wam zdradzę: otacza mnie mnóstwo wspaniałych ludzi i już ja wiem, Kto za tym stoi i Jemu też jestem wdzięczna.

DSCF5777a

DSCF5781a

DSCF5786a

On nie jest taki krzywy, jak wygląda poniżej. Tak jakoś zdjęcie krzywo zrobiłam.

IMG_8358a

DSCF5783a

DSCF5788a.jpg

DSCF5787a.jpg

DSCF5782a.jpg

IMG_7989a.jpg

IMG_7994a.jpg

Mamusia kochana pozwoliła przemeblować pokój, żeby zyskać ścianę na tło.

DSCF5796a.jpg

DSCF5801a.jpg

Оренбургский пуховый платок шаль Orenburger Schal Orenburg shawl

 

 

Dziergonomia stosowana

Orenburskie marzenie oraz niespodziewany prezent

0002a

Powyższe zdjęcie zamieszczam, by sama siebie zmobilizować do urzeczywistnienia mojego tytułowego orenburskiego marzenia. Niewiele mi już brakuje do końca dziergania tego szala, o którym marzę odkąd orenburskie szale zobaczyłam po raz pierwszy. Było to nie bardzo dawno temu, pewnie jakieś dwa lata. Z kolei mniej więcej półtora roku temu Intensywnie Kreatywna zorganizowała głosowanie na szal do wspólnego dziergania. Nie pamiętam już, na którym miejscu uplasował się szal w stylu orenburskim, będący jedną z propozycji (na pewno nie na pierwszym, to pamiętam), dość, że zdobył wysokie uznanie w komentarzach. Nic dziwnego – to jest coś pięknego, ale trudnego, przynajmniej dla osób, które nigdy wcześniej takiego nie dziergały, toteż do razemrobienia pod okiem kogoś, kto się zna, nadaje się wyśmienicie. Ku mojej wielkiej radości, Intensywnie Kreatywna zdecydowała, że szal orenburski będzie razemrobiony. I to było w sierpniu roku 2015 (tutaj jest odnośnik do prologu do wspólnego dziergania orenburskiego szala z Intensywnie Kreatywną).

Od tego czasu, z większym lub mniejszym zapałem, z krótszymi lub dłuższymi przerwami na inne robótki, pracuję nad moim własnym szalem w orenburskim stylu. Parę miesięcy temu dotarłam do końca części środkowej i została mi już właściwie tylko górna plisa, jednak żeby ją wykonać, muszę obejrzeć film instruktażowy i do tego właśnie, z niejasnych dla mnie samej przyczyn, jakoś nie mogę się zebrać.

No i dzisiaj mój zapał się wzmógł, gdyż pod stosem papierów z wydrukowanymi schematami do aktualnych robótek znalazłam przecudny prezent od mego ukochanego Męża – druty i żyłkę nr 2, takie właśnie, na jakich powstaje mój orenburski, tyle, że ja się do tej pory męczyłam na skarpetkowych, ponieważ cieniutka Hapsaalu, z której powstaje orenburski niezbyt mi współpracowała z jedynymi dwójkami, jakie miałam na żyłce, czyli z bambusowymi, przy których na dodatek żyłka jest długa i mi się plątała, więc już wolałam dziergać na skarpetkowych, bo są metalowe, chociaż zahaczały mi się o robótkę, wyciągały z niej oczka, a nawet podejmowały próby ewakuacji. A tu proszę – taka niespodzianka! Nie muszę pisać, jak wielką radość wywołał u mnie ten zestaw (poza drutami i żyłką dostałam jeszcze „przejściówkę” do grubszych drutów). A z resztą… w podskokach przegalopowałam przez przedpokój i z piskiem oraz okrzykami radości rzuciłam się darczyńcy na szyję.

Koniecznie muszę się podzielić tą radością, więc oto poniżej uwieczniony jest niespodziewany prezent, który przysporzył mi tyle wesela. Zdjęcie robiłam przy sztucznym świetle, ale mniejsza o jakość. Najważniejsza jest treść.

0002b